Rodzice rozwiedli się 10 miesięcy temu i mieszkam w Londynie z matką, która jest lekko mówiąc nie do zniesienia. Szczerze powiedziawszy, dziwię się ojcu, że i tak wytrzymał z nią te 20 lat. Mam o dwa lata starszą siostrę - ulubienicę rodziny, studentkę prawa na uniwersytecie w Nowym Jorku. Już od dnia moich narodzin wiadomo było, że nigdy jej nie dorównam, bo przeciętne trzylatki nie recytują wierszy przy rodzinnych kolacjach. Pogodziłam się z tym już jako mała dziewczynka. Na szczęście widzę Jenne tylko w wakacje i święta, co i tak sprawia, że wariuję i przez ten czas przechodzę załamania nerwowe, ponieważ z taką osobą w jednym domu nie wysiedzi się zbyt długo. Zawsze, gdy przyjeżdża wszystko kręci się wokół jej osoby. Nieustannie pieprzy o tym, jakie jej życie w NY jest niesamowite. Opowiada o swoich nauczycielach, przyjaciółkach, chłopakach.
Za każdym razem, gdy słyszę o jej ocenach, które zachwyciłyby niejednego, chce mi się wymiotować. Nienawidzę być tym pieprzonym numerem 2. Nie zrozumcie mnie źle, ale to kurewsko irytujące, gdy całe twoje życie obraca się wokół siostry bez skazy, będącej wzorem do naśladowania. Matka zawsze brała jej stronę, z ojcem było trochę lepiej, ale i tak zawsze moja rodzicielka wygrywała, bo tata albo nie chciał albo nie miał siły z nią walczyć.
Co do moich stopni, nie jest aż tak źle. Mam lekkie problemy z biologią i chemią, lecz matematyka jest moją dobrą stroną. U najbardziej wymagającego nauczyciela z całej szkoły mam same B (A też się zdarzają), jednak mama nigdy nie pochwaliła mnie za to. Jej problemem jest to, iż nie potrafi dostrzec w mojej osobie zalet, widzi same wady. Nie jestem chwalona za matematykę, tylko ganiana za chemię i za (podobno) niewłaściwe zachowanie w szkole. Okej, przyznaję, nie jestem świętoszką, ale nie przesadzajmy. Nie rzucam się z pięściami na żadne zdziry ani nie pogrywam z nauczycielami.
Nie jestem jakąś ostrą imprezowiczką, ani szarą myszką. Jestem zwykłą nastolatką, która próbuje przetrwać szkołę rojącą się od debili i kretynów. Na szczęście po wakacjach czeka mnie ostatni rok. Ostatni rok szkoły średniej, ostatni rok męczarni z matką. Potem zamierzam wyjechać jak najdalej do colleg'u i wieść spokojne życie.
Mam dwóch najlepszych przyjaciół, do których na początku moja matka nie była przekonana (nie żeby obchodziło mnie jej zdanie). Bądź co bądź to trochę nienormalne, gdy wprowadzasz się do Londynu, a twoja córka zaprzyjaźnia się z czerwonowłosą dziewczyną i gejem. Oboje naprawdę wiele przeszli. Aria miała problemy z bulimią, a Nick zdobył reputację pedała wśród szkolnych sław. Udało im się z tym pogodzić, albo przynajmniej robią dobrą minę do złej gry.
Sięgnęłam ręką po słuchawki, które znajdowały się na stoliku nocnym i włączyłam 'Diamonds'. Lubię wracać co jakiś czas do tej piosenki, przesłuchałam ją jakieś 5 razy jak to mam w zwyczaju i spojrzałam na zegarek, wskazywał 13.00.
- No, Amy, czas ruszyć tyłek i zacząć normalne życie.
-------------------------------------
I jak według was wypadł prolog? Wiem, że nic się nie działo, ale musiałam zrobić jakieś wprowadzenie do historii. Jest to moje pierwsze ff i mam dopiero 14 lat, więc wybaczcie mi błędy. Jeśli jakieś zauważycie, wymieńcie je w komentarzu, a ja postaram się nad nimi popracować.
Niedługo dodam także obsadę i okolice. Chcielibyście, żebym założyła im Tumblr, Twitter i Instagram? Jeśli tak napiszcie, to dla mnie bardzo ważne!
No to do napisania
Xoxo, Weronika
PS Kontakt ze mną pod: weronika45@autograf.pl
Super ! Bardzo mi się podoba !
OdpowiedzUsuńNie mogę doczekać się następnego rozdziału!
Dziękuję pięknie, dodam jutro lub pojutrze :)
UsuńBędziesz świetna. Powodzenia w pisaniu, a ja będę wyczekiwac nowych rozdziałów xx
OdpowiedzUsuńDziękuję bardzo! ♥
Usuń